Po zakonie droga ku rozpuście w Warszawie

Na początku lata 1983 r. miał miejsce incydent, który miał duży wpływ na moje późniejsze losy. W jednym z wydań niemieckiego tygodnika „Der Spiegel” przeczytałem artykuł o zjeździe wiosną 1983 r. w jugosłowiańskiej Lubljanie zachodnioeuropejskich organizacji gejowskich i lesbijskich (o LGBT wtedy jeszcze nie mówiono, wtedy było tylko „LiG”…). Podano w gazecie, że jednym z uzgodnień spotkania było to, aby dotrzeć do gejów i lesbijek w Europie Wschodniej. I była tam informacja dla mnie najważniejsza: ustalono, że wszystkie próby nawiązania kontaktu przez gejów i lesbijki z Europy Wschodniej, jakie podejmą np. z zachodnimi czasopismami dla mniejszości, organiacjami LiG, od tej chwili będa przekierowane do austriackiej organizacji o nazwie HOSI Wien. Natychmiast napisałem do „Der Spiegel” list z prośbą o podanie adresu do Wiednia. W dniu 17 lipca 1983 wysłano do mnie wiadomość z kopią innego artykułu, w którym ten adres opublikowano!

Powyżej kopia fiszki dołączonej do tamtego artykułu przysłanego z Hamburga (niestety sam artykuł nie zachował się w moi archiwum…). Natychmiast napisałem list do Wiednia i w ten sposób zainicjowany został kontakt, który z czasem przerodził się w podstawy tworzenia polskiego ruchu homoseksualnego. Ale zanim to miało nastąpić, wydarzyło się wiele innych rzeczy…

Zakon Paulinów opuściłem jesienią 1982 r. Wiosną 1983 r. wznowiłem naukę w Studium Medycznym. Jednak już w październiku 1983 r. musiałem iść do wojska do Opola, gdzie przez 7 miesięcy byłem „panem życia i śmierci” żołnierzy Jednostki Wojskowej 1383, w 19. Batalionie Łączności. To ja decydowałem po godz. 15:00 o ich bólu lub jego braku. Bo wtedy – jako sanitariusz – zostawałem sam na Izbie Chorych i gdy coś żołnierza bolało, to ja dawałem coś na ból. Zawsze coś dawałem. Bo byłem najbardziej humanitarnym sanitariuszem w historii tej jednostki wojskowej! Dzięki mojej „ludzkiej” postawie aż 18 młodych żołnierzy tego batalionu zaakceptowało moje pedalstwo  i „przeszło na moją stronę”. Dzięki temu wspólnie cieszyliśmy się urokami wojskowego życia na Izbie Chorych. Niekiedy spędzaliśmy też czas na „wielo-żołnierskich”, wieczornych „sex-party” w łaźni pod Izbą. Dość szeroko napisałem o tym w dwóch artykułach dla miesięcznika INACZEJ. Niestety, są to prawdziwe relacje…

W wojsku poznałem chłopaków, którzy bliżej zainteresowali mnie nie tylko swoim ciałem. Oni zaszczepili we mnie  pomysł na spędzanie wakacji na plażach naturystycznych. Całe moje zaangażowanie w polski ruch naturystyczny ma właśnie swój początek w wojsku. W sumie dopiero tam oswoiłem się z widokiem bardzo dużej grupy nagich ludzi. W soboty spędzało się setki żołnierzy do łaźni na kąpiel. Rozbierało się ich do naga i zapędzało pod natryski. Masówka, dużo nagich chłopaków w wieku 19-25 lat. Jako sanitariusz miałem obowiązek „kontrolować ich stan higieny”.
Kto to przeszedł, to wie, że w grupie setkich nagich chłopaków w sytuacjach „sanitarnych” czy to „naturystycznych”, można doszukiwać się wszystkiego ale nie pornografii, nie wyuzdanego seksu czy pożądliwości. Nagość grupowa daje zupełnie inny efekt, niż widok pojedynczych, nagich osób.

Do cywila wyszedłem w maju 1984 po krótkiej, 7-miesięcznej służbie (wtedy „służylo się 24 miesiące). Ja wiedziałem co zrobić, aby szybciej „wrócić do mamy”. Nie chciałem marnować wtedy czasu na wojsko, choć zostawiłem w koszarach kilkunastu chłopców, których uwielbiałem. Poza wojskiem poznałem wtedy już więcej ludzi, z którymi chciałem jak najszybciej współpracować w interesującym mnie zakresie – uczynienie naturyzmu ruchem społecznym. Aby jednak nie sprawiać wrażenia, że pochłonęła mnie całkowicie działalnośc „na rzecz”, przypomnę, że jesienią 1984 r. wznowiłem po raz trzeci naukę w Studium Medycznym! Okazałem się wierny swojej raz wybranej profesji!

Efektem moich zainteresowań nagością w grupie było dołączenie do powstałego w 1984 r. Polskiego Towarzystwa Naturystycznego, kierowanego od początku przez nieżyjącego już Sylwestra Marczaka z Otwocka. Latem 1984 r. stałem się bardzo aktywny w jego grupie. Wielkim wsparciem w rozwoju „mojego naturyzmu”  był tygodnik „VETO” i jego stałe rubryki o naturyzmie na ostatniej stronie. W tym czasie rozwijały się moje kontakty z terenu województwa zielonogórskiego, z osobami, które jak ja były zainteresowane naturyzmem. Było wśród nich kilku homoseksualistów. Kontakty te były zasługą właśnie tygodnika „VETO”.
W oparciu o ideę naturyzmu zaczęły się rozwijać  moje bardzo ważne znajomości z niektórymi polskimi homoseksualistami. Faceci myśleli w podobnych kategoriach: naturyzm traktowali jako tło do rozwijania swoich homoseksualnych znajomości.

Dla równowagi przypomnę ponownie, że był to równolegle okres mojej intensywnej nauki zawodu, uwieńczonej w czerwcu 1985 zdobyciem dyplomu w mojej wymarzonej profesji.

W tym czasie, niemal już „z rozpędu” doprowadziłem w Nowej Soli do powstania Sekcji Naturystycznej przy Klubie Turystyki Rowerowej. Jako ciekawostkę wspomnę tu, że w całej sprawie wspierał mnie zmarły tragicznie Andrzej Kiliański (heteroseksualny…), pełniący funkcję prezesa tego klubu. Był bratem znanego piosenkarza Krzysztofa Kiljańskiego. O inicjatywie tej było dość głośno w całej Nowej Soli, bo też o rozgłos zabiegałem. Chciałem poprzez szum medialny przyciągnąć do mojej grupy jak najwięcej sympatyków naturyzmu. Moje działania poszerzyłem na teren całej Polski i dołączyłem do grupy takich młodych ludzi jak jak. Byłem zaangażowany w oba nurty jednocześnie – naturyzm i ruch gejowski, ale udało mi się je od siebie bardzo wyraźnie separować. Sprawy w okół ruchu gejowskiego były już wtedy daleko zaawansowane: z Wiednia otrzymałem  wiadomości, że jest już w Polsce duża grupa gejów zdecydowanych na tworzenie ruchu politycznego, która nawet już odbyła spotkanie w czerwcu 1985 z emisariuszami z Wiednia. Nawiązałem kontakt z tymi polskimi gejami, których wskazali mi  koledzy z HOSI Wien. Jeździliśmy po kraju i spotykaliśmy się w grupach, aby razem uczyć się z zachodnich wzorców, jak stworzyć polityczny ruch gejowski. Koledzy z Austrii skontaktowali mnie również z gejami z Berlina w Niemieckiej Republice Demokratycznej. Biegła znajomość języka niemieckiego okazała się przydatna w każdym momencie mojego życia! Również u  Niemców, podczas wielodniowych spotkań z ich grupami, uczyłem się w 1985 r.  tworzenia od podstaw grupy politycznie zaangażowanych gejów. W Niemczech Wschodnich ta aktywność była bardzo zaawansowana: praktycznie w całych Wschodnich Niemczech działały już oficjalnie i legalnie grupy zrzeszające gejów i lesbijki np. przy strukturach tamtejszego kościoła luterańskiego! Całą wiosnę i lato roku 1985 był dla mnie okresem intensywnej nauki mojej nowej roki w życiu. Dzięki temu całkowicie przestałem żałować tego, że socjalistyczna bezpieka nie dała mi paszportu, nie pojechałem na studia do RFN. Rok 1985 r. pokazał, że było to korzystne dla całego ruchu pedalskiego w Polsce. Czyli czas to powiedzieć: Służbo Bezpieczeństwa  miała pośredni wpływ na powstanie polskiego ruchu homoseksualistów!

W tym samym czasie nadal aktywnie rozwijałem działaność w ruchu naturystycznym, nadając temu dość duży rozgłos. Wynikało to z zapożyczonych wzorców z Zachodu, że homo-działacze nie powinni rekrutować się spośród osób anonimowych czy wręcz ukrywających swój homoseksualizm. Chcąc tworzyć jakiś ruch polityczny, nie da się tego robić z zakrytą twarzą. Dlatego szum medialny latem 1985 roku w około mnie w związku z naturyzmem w tle, wspierał moją działalność na rzecz zalążków organizacji homoseksualistów. Komicznym efektem ubocznym moich działań w ruchu naturystycznym było to, że instalując naturystów przy ZSMP wywołałem panikę wśród „socjalistycznych” fukcjonariuszy w PZPR w moim mieście. Wynikało to z szeregu publikacji w polskiej prasie o mojej grupie. Najmocniej dobrał się latem 1985 roku do mnie z imienia i nazwiska ówczesny „ideolog norm socjalistycznych”, pan Jerzy Urban. W tygodniku „Szpilki” tak sobie pofolgował z całej mojej grupy naturystycznej przy ZSMP, że dwa kolejne nakłady tego czasopisma, opisujące grupę młodych naturystów z ZSMP w Nowej Soli, latem 1985 r. na polecenie komitetu miejskiego PZPR zostały wycofane z kiosków w całym powiecie nowosolskim! A przewodniczący młodzieżówki ZSMP został w tej sprawie wezwany „na konsultacje” do komitetu miejskiego PZPR w Nowej Soli. My, goście po 23-25 lat mieliśmy ubaw po pachy, a „beton socjalistyczny” sikał ze strachu przed możliwością ujawnienia faktu, że polska „młodzież socjalistyczna” lubi nago opalać się nad morzem. Takie to były czasy: przeor w klasztorze był wściekły, że nie podpisałem współpracy z „polskim wywiadem”, a politycy z PZPR dostali czkawki ze strachu, że zdejmowanie majtek w ruchu naturystycznym firmowano emblematami ZSMP. Jakoś to tak wszystko powinno być na odwrót, tak mi się wydaje…

Latem 1985 zostałem oficjalnie poproszony przez władze ZSMP i PZPR w Nowej Soli o zakończenie działalniości naturystycznej pod szyldem ZSMP. Nawet komuniści sowieccy wykazali się większym poczuciem przyzwoitiści, niż ja, zdegenerowany homoś. Zgodziłem się chętnie, bo mając już potrzebny „rozgłos”, mogłem od tej pory całkowicie poświęcić się na tworzeniu organizacji dla pedałó. Rok 1985 był wielkim odkryciem, że w Polsce jest spora grupa młodych facetów, którzy szukają nie-seksualnych i nie-pornograficznych działań o charakterze organizacyjno-politycznym. Nasza aktywność nie mogła pozostać nie zauważone przez polski system kontroli państwowej, gdyż wszystko wtedy podlegało kontroli państwa. Efektem tego, co się działo m.in. za moją przyczyną w polskim zalążkowym ruchu gejowskim w 1985 roku było to, że 11 listopada w Warszawie minister spraw wewnętrznych gen, Kiszczak podpisał rozkaz szturmowego zatrzymania jak największej liczby homosió w celu ich „skatologowania”. Akcja zaczęła się 15 listopada 1985 r. i ja byłem jedną z pierwszych, których ona objęła. Więcej wiadomości o samej Akcji „Hiacynt” zgromadziłem w sekcji pt.: „Geje i Akcja „Hiacynt”. W tym miejscu już nie będę powtarzał szczegółów z nią związanych. Przypomnę tylko, że akcja ta objęła ok. 11 tysięcy polskich mężczyzn, którym władze postawiły zarzut bycia homoseksualistą. Była to liczba olbrzymia, w porównaniu z liczbą zaledwie kilkuset ludzi, których udało się później zebrać przy tworzeniu polskiego ruchu gejowskiego. Jest mi wiadome z zaufanych źródeł, że akcją tą objęto m.in. kilku prominentnych polityków prawicowych, którzy swoje późniejsze kariery polityczne w naczelnych organach władzy państwowej po 1989 r. koncentrowali głównie na czyszczeniu wszelkich polskich archiwów z możliwych śladów ich powązań z Akcja „Hiacynt”. Temu między innymi służyły działania likwidacji wszelkich służb informacyjnych w Polsce i przejmowanie a następnie niszczenie archiwów przez Antoniego Macierewicza. Działający na zlecenie swego szefa, Jarosłąwa Kaczyńskiego, pan Macierewicz wykonał solidną robotę: praktycznie zaginęło i zapewne zostało bezpowrotnie zniszczone całe archiwum Akcji „Hiacynt”. Nie ulega wątpliwości, że moje akta z Akcji „Hiacynt” musiały być gromadzone ze wszystkimi wcześniejszymi dokumentami zbieranymi „na mnie” przez Służbę Bezpieczeństwa…

Jak na sprawę nie patrząc, Akcja „Hiacynt” jedynie okazała się ogromnie przydatnym katalizatorem, który w wybuchowym przyspieszeniu nadał bieg histori. Po Akcji „Hiacynt”, początkowo przychylny mi ordynator oddziału w szpitalu w Nowej Soli zmienił zdanie i poprosił mnie o zwolnienie się z pracy na jego oddziale. Ale akurat jego decyzja zbiegła się z moimi staraniami o przeprowadzkę z Nowej Soli do Warszawy. Tak, że pan ordynator powiedział w styczniu 1986 r., że nie chce mnie na swoim oddziale a ja już po 2 tygodniach, z początkiem lutego pracowałem w szpitalu kolejowym w Warszawie! Po prostu przeczuwałem, że po Akcji „Hiacynt” coś musi się zmienić w moim życiu i już pod koniec listopada 1985 nawiązałem kontakt z moim przyszłym pracodawcą w Warszawie. A potem już był Warszawski Ruch Homoseksualny. O tym można przeczytać w osobnym artykule o WRH w sekcji „Geje i Akcja „Hiacynt”.

W 1988 roku wyemigrowałem z Polski do Niemiec i poprosiłem o azyl polityczny. Niestety tak dużo się działo w Warszawie w okół mnie, gdy zostałem przewodniczącym WRH, że w pewnym momencie chciałem odpocząć od Polski. Dzięki temu w Hamburgu spędziłem dwa wspaniałe lata mojego życia.