Afera na Jasnej Górze w 1978 r.

Jan Paweł Drugi demonstrował rzekome zaskoczenie i zgorszenie aferami seksualnymi katolickich duchownych, których opisów pełna jest światowa i polska prasa.

A oto wspomnienia byłego zakonnika, z których wynika, że papież przed nagłośnieniem spraw skandali opisywanych w mediach, wcale nie był zainteresowany utrzymaniem dyscypliny w Kościele. Wręcz przeciwnie, tuszował afery i eliminował osoby chcące przywrócić karność i umowną przyzwoitość wśród kleru rzymsko-katolickiego.

Do zakonu paulinów wstąpiłem w sierpniu 1980 r. Chciałem być zakonnikiem w białym habicie. Podobało mi się to. Pochodziłem z niezamożnej rodziny i jako zakonnik paulin, ten od Jasnej Góry, miałem przed sobą perspektywy wygodnego życia. Nie oszukiwałem ani rodziców, ani kolegów, że chodzi o jakieś natchnienia, powołania czy tym podobne zjawiska nadprzyrodzone. Byłem wtedy większym pragmatykiem niz obecnie.
Przez pierwszy rok pobytu w zakonie wspólnie z 20 kolegami z mojego rocznika byliśmy raczej izolowani od innych zakonników paulińskich – odbywając w małej miejscowości pod Zawierciem, Leśniowie-Żarkach, tzw. nowicjat. Moim wychowawcą był Szczepan Kośnik, późniejszy przeor Jasnej Góry. W czerwcu 1981 zakończyłem nowicjat i na wakacje letnie przeznaczony zostałem do prac pomocniczych do klasztoru paulinów w Częstochowie, gdzie byłem zatrudniany do października 1981. Podobnie spędziłem wakacje letnie w 1982 r. W czasie moich pobytów na Jasnej Górze (ponieważ pisałem na maszynie i znałem biegle język niemiecki, uznano mnie za wystarczająco rozgarniętego) wykorzystywano mnie głównie do prac biurowych w kancelarii listów oraz jako opiekuna niemieckojęzycznych turystów odwiedzających Jasną Górę. W czasie mojego pierwszego, kilkumiesięcznego pobytu na Jasnej Górze miałem wiele okazji do rozmów ze starszymi zakonnikami. Zauważyłem, że jeden ze starszych braci zakonnych (nie będący kapłanem) starał się w rozmowie wyraźnie mnie ocenić, dowiedzieć się o mnie jak najwięcej. Początkowo sądziłem, że miał ochotę na seksualną przygodę, ale okazało się, że nie to go interesowało. Miał około 70 lat i bardzo jasny umysł. Wyczuwałem, że ma ogromną potrzebę rozmawiania. Chętnie zdecydowałem się na rozmowę z nim w czasie poobiednich spacerów przez park pod murami Jasnej Góry. Podczas jednego z ostatnich spotkań opowiedział mi historię, o której już co słyszałem w nowicjacie, a która wtedy mną strząsnęła. Dziś raczej wzbudza niesmak.

Gdy brat ten zdecydował się opowiedzieć mi o „aferze jasnogórskiej z 1978 roku” uprzedził na samym początku, że nawet jeśli komuś przekażę treść jego opowiadania, to jemu i tak nie zaszkodzę – co najwyżej sobie. Otóż w 1978 r. dwa lata przed moim wstąpieniem do zakonu, przełożonym generalnym zakonu paulinów był bardzo konserwatywny Grzegorz Kotnis. Przeszkadzało mu to, że wielu zakonników paulińskich, nie tylko mieszkańców Jasnej Góry, ale i tych z innych klasztorów w Polsce, żyje życiem coraz mniej zakonnym. Objawiało się to coraz jawniejszymi układami poza zakonem. Do generała docierały np. wieści, że wielu zakonników traktuje pobyt w zakonie jak pracę: rano przychodzą do klasztoru i na noc znikają. Informowano generała Kotnisa, że jego podwładni utrzymują kontakty płciowe nie tylko z kobietami, ale również z mężczyznami. Nadużywanie alkoholu było na porządku dziennym i nocnym. Poza tym w grę wchodziło posiadanie prywatnych samochodów poza klasztorem, wynajmowanie mieszkań partnerkom i partnerom seksualnym, podróżowanie po Polsce i świecie w poszukiwaniu przeżyć bynajmniej nie duchowych.

Generał Kotnis postanowił działać. Uznał, że mając władzę niemal absolutną – oczyści zakon paulinów z ludzi, którzy nie pasowali do obrazu „czystego zakonnika”. Grzegorz Kotnis chciał z pomocą swoich najbliższych współpracowników problem rozwiązać szybko i bezwzględnie. Po dokładnym śledztwie ustalił, że aby zakon, który opiekuje się jedną z największych atrakcji turystycznych Polski, nie został wkrótce zlinczowany za zbyt swobodny styl życia przez prostych wiernych, musi ze swego grona usunąć sporą część mnichów. Mogło to być nawet 30 procent całego stanu osobowego paulinów… Tak się niestety składało, że ludzie wytypowani do opuszczenia zakonu mieli bardzo „silne plecy” i powiązania za zewnątrz zakonu. Cóż, ten, kto jest sprytny, ma mnóstwo znajomych mających wpływ nawet na tak wewnętrzne sprawy zakonu, jak kwestie kadrowe. Generał Kotnis przeliczył się. Mimo jego decyzji, aby z zakonu odeszli ludzie łamiący normy zakonne, większość jego wolę zlekceważyła, bo… okazało się, że jest im w zakonie dobrze. Doszło do buntu. Kotnis zwrócił się o pomoc do Watykanu. Papież Paweł VI poparł przełożonego paulinów. Jednocześnie buntownicy w Polsce rozpoczęli ostrą walkę przeciw swojemu szefowi. Szybko okrzyknięto go niepoczytalnym. Wypowiedziano mu posłuszeństwo. Nie było jednak środków prawnych do usunięcia go z funkcji generała, bo w Watykanie nie rozpoznano u niego objawów szaleństwa. Powstała sytuacja patowa. Prośba Kotnisa była rozważana w Rzymie u papieża, a buntownicy w Polsce rozrabiali. W sprawę włączono prominentnych biskupów: Karola Wojtyłę z Krakowa, Stefana Wyszyńskiego z Warszawy i Stefana Barełę z Częstochowy. W czasie nieobecności Kotnisa latem 1978 w Polsce, z pomocą tych biskupów próbowano sprawę uciąć. Podjęto rewolucyjne starania o odsunięcie od władzy generała zakonu paulinów. Wśród ludzi, którzy zbierali podpisy pod petycją do papieża przeciw Kotnisowi był wspomniany wcześniej Szczepan Kośnik. W czasie całej zawieruchy do generałów innych zakonów na całym świecie zaczęły docierać wieści z Polski: oto jest odważny człowiek, który chce za wszelką cenę przywrócić wzorcowe ubóstwo Chrystusa i usunąć ze swego zakonu 1/3 stanu swoich podwładnych, a papież Paweł VI gop opiera. Zanosiło się na to, że znajdą się w Europie i świecie naśladowcy Kotnisa. Byli więc zwolennicy uznania przewagi jakości zakonników nad ich ilością. Gdyby opcja Kotnisa wygrała, nietrudno wyobrazić sobie, co by to oznaczało dla Kościoła katolickiego: jednym ciosem pozbyto by się na pewno wielu finansowo i tak niezależnych zakonników. Na pewno ludzie ci z pustymi kieszeniami w świat by nie odeszli. Katastrofalnie zmieniłoby to statystyki duchowieństwa Kościoła katolickiego: i kadrowe i finansowe. Ale chyba nikt przecież nie lubi złych statystyk, zwłaszcza finansowych… Nie trzeba też wybujałej wyobraźni, aby uświadomić sobie, że Kotnis źle ocenił swoje możliwości: nikt, kto ma stały dostęp do tak dużych pieniędzy, jakie gwarantuje Jasna Góra, nie da się od takiego źródła dobrowolnie i bez walki odsunąć. Tak właśnie było z paulinami.

Paweł VI umarł w momencie, gdy szala już przechylała się na korzyść Kotnisa. Wobec śmierci papieża załatwienie problemów paulinów w Watykanie przełożono na później. Jak się okazało, nowy papież, Jan Paweł I też sprzyjał opcji Kotnisa, bo też marzyli mu się mnisi ubodzy, cisi i czyści.

Nie mógł jednak w natłoku problemów, jakie spadły na niego przy okazji afery Banku Ambrosiano, natychmiast rozwiązać sprawy polskich zakonników. Po miesiącu, ku rozpaczy Kotnisa, umarł kolejny popierający go papież.

Po nagłej śmierci Jana Pawła I wybrano szybciutko kolejnego papieża. Został nim Polak, Karol Wojtyła – człowiek, który miał inny pogląd na sprawę paulinów, niż poprzedni papieże. I nie było niespodzianki: papież Jan Paweł II natychmiast zatuszował sprawę afery jasnogórskiej!

Sprawa paulinów nie czekała w Watykanie w rękach nowego papieża z Polski na załatwienie dłużej niż miesiąc – rekordowo krótki czas, jak na watykańskie warunki i obyczaje!!! W efekcie, dekretem papieskim zdymisjonowano jeszcze w 1978 r. Kotnisa ze stanowiska generała zakonu paulinów, tym samym dekretem papieskim powołano nowego – Józefa Płatka. Co prawda, zwyczajowo u paulinów generała wybierało się w „demokratycznych” wyborach (absolutnie nie mogą kandydować na to stanowisko „bracia”, którzy nie są kapłanami), ale tym razem nikt nie miał zamiaru bawić się w miłe tradycje. Papież zawiesił zwyczaje bez mrugnięcia powieką. Nowy generał natychmiast wydał dekret o… wydaleniu z zakonu paulinów Grzegorza Kotnisa oraz wszystkich jego najważniejszych popleczników (około 10 mnichów). Byłemu już generałowi poradzono, aby opuścił Polskę. Nie życzono mu dobrze, miał ponoć usłyszeć, że wypadki samochodowe się zdarzają… Rzeczywiście wyemigrował. Zsekularyzował się i jako ksiądz diecezjalny zamieszkał w USA. Jego towarzysze niedoli w komplecie też udali się za nim.

Jedno jest w tym momencie pewne: gdyby generał Kotnis był wariatem, jak mu zarzucali jego przeciwnicy, nie dostałby wizy amerykańskiej.

W roku 1981 miałem okazję bezpośrednio spytać generała zakonu paulinów, Józefa Płatka, jak naprawdę było z jego poprzednikiem, Grzegorzem Kotnisem. Otrzymałem wtedy bardzo wymijającą odpowiedź, że poprzedni generał nie radził sobie w zakonie.

W latach 1981-1982 próbowałem na własną rękę pójść śladem tych wydarzeń. W bibliotekach klasztornych w Krakowie, Częstochowie i pod Zakopanem, w domu wypoczynkowym paulinów, tzw. Bachledówce, znajdują się biuletyny zakonne, informujące o: przyjęciach nowych kandydatów do zakonu, uroczystościach, wizytach prominentnych gości w klasztorach, wykluczeniach z zakonu itp. Podczas gdy trafiałem na kompletne roczniki biuletynów do 1977 roku i od 1980 do połowy 1982, nie udało mi się odnaleźć choćby jednego dostępnego egzemplarza takiej publikacji z roku 1978 i 1979. Już sam brak dostępu do materiałów informacyjnych dotyczących okresu, jaki opisuję, może nasuwać podejrzenie, że na pewno jest coś, czego zakon paulinów nie chce ujawniać.

Do roku 1985 nie opowiadałem powyższej historii nikomu z moich bliskich i przyjaciół. I tak mało kto chciałby wierzyć, że święci zakonnicy paulińscy, obrońcy jeszcze świętszego obrazka Madonny i opiekunowie już zupełnie najświętszej Jasnej Góry, mieliby być bogaczami, hedonistami, aktywnymi seksualnie mężczyznami a nawet homoseksualistami? W latach władzy komunistów uchodziłoby to za wymysł i prowokację promoskiewskiej SB. Dzisiaj jednak już nie ma SB i ZSRR. Są za to prowatykańskie siły i całe partie działające przeciw Polsce, które wspierają ambicje i apetyty kleru.

Artykuł na ten temat opublikował tygodnik „Fakty i Mity” w swoim 17 numerze z 26 kwietnia 2002 roku, pt.: „Jasna Góra matactw”. Jego faksymila znajduje sie poniżej:

Możliwość komentowania jest wyłączona.