Z goryczą o losach gejów w Polsce

Bolesna prawda o Polsce…

Na portalu Gejowo.pl ukazał się tekst pod tytułem „Tożsamość i pamięć”, przepojony goryczą i straszliwą prawdą artykuł o losie polskich gejów. Jego autorem jest Dawid Szejnborn, będący współredaktorem serwisu apostazja.info

Każdemu wolno uważać się za Polaka, lecz podleganie nieustannej konfrontacji z opiniami zdecydowanej większości społeczeństwa na nasz temat oraz świadomość naszej upośledzonej sytuacji prawnej, i tak w końcu zmusza do postawienia tego pytania. Czy naprawdę można być gejem i jednocześnie Polakiem? Czy homoseksualność i polskość nie wykluczają się wzajemnie? 100 tysięcy osób homoseksualnych, które po roku 2004 w popłochu uciekło z kraju nad Wisłą, udzieliło klarownej odpowiedzi na to pytanie.

Polska tożsamość narodowa wykluwała się i kształtowała w poczuciu opresji, ciągłego zagrożenia z zewnątrz (w większym stopniu) i od środka (w mniejszym). Jak to bywa w przypadku wszystkich narodów, których byt państwowy jest zagrożony, typowy Polak wykształcił specyficzny typ mentalności, zorientowanej ksobnie i ksenofobicznie, nastawionej na radykalną walkę z wszelkim obcym wpływem, za wyjątkiem tego, który przyniesie mu wymierną, osobistą korzyść. Zamiłowanie do rejtanowskich gestów i pięknego umierania pozwoli nam lepiej scharakteryzować te walkę, walkę na śmierć, do ostatniej kropli krwi.

To dlatego w 2004 r. po zatwierdzeniu ustawy o związkach partnerskich przez zdominowany przez SLD Senat, można było przeczytać w komentarzach internautów, że w przypadku uchwalenia jej przez Sejm, trzeba będzie „sięgnąć po broń”. Po broń z powodu uzyskania przez współobywatela prawa do dziedziczenia emerytury po partnerze? Tak, z nienawiści, że ten obcy, którego skopali i poniżyli, nagle ma czelność walczyć o swą godność.

Polacy zwykle nie lubią gejów. Po cóż przywoływać stosowne badania opinii publicznej, wystarczy rozejrzeć się dookoła. Wpływ rzymskiego katolicyzmu, uważanego dość powszechnie za fundament światowej homofobii, nie jest jedynym powodem tej niechęci, choć to gleba kościelna, użyźniona zwłokami „świętych natychmiast” homofobów, wydała tyle trujących owoców.

Nienawiść do gejów, artykułowana bezpośrednio lub pośrednio przez większość Polaków, wydaje się mieć charakter pierwotny, organiczny, substancjonalny, jakby była samą istotą polskości. Przyglądając się polskiemu życiu publicznemu, można nawet odnieść wrażenie, że we wszystkich kwestiach społecznych i ideologicznych istniejących w debacie publicznej chodzi wyłącznie o to, by nie dopuścić do zmiany sytuacji gejów, do przyznania im praw cywilnych, z jakich korzystają w każdym cywilizowanym państwie. Gdy jest mowa o wartościach, o zagrożeniach, o narodowym interesie, o patriotyzmie, o religii, o Europie, o „nas” – wiemy, że wszystkie te wywody da się podsumować, wzorem rzymskiego cenzora, zawołaniem „a w ogóle to homoseksualiści nigdy nie powinni mieć prawa do zawierania związków”.

Tak głęboka i zapamiętała, a jednocześnie powszechna, pogarda i nienawiść wytłumaczona może być chyba jedynie na sposób dziewiętnastowieczny – swoistą skazą na materiale ludzkim. Do tych samych wniosków doszedł Icchak Szamir, mówiąc o Polakach, że antysemityzm wyssali z mlekiem matki. Ci, którzy chcieliby go, pewnie z nieodłącznym podtekstem antysemickim, krytykować za radykalizm, muszą zrozumieć, że nie da się wytłumaczyć tak uporczywie niezmiennej urazy w stosunku do ludzi ze względu na pewnego rodzaju arbitralne cechy, takie jak przynależność narodowo-religijna bądź seksualność, czym innym niż „spaczona natura”, nawet jeśli owa spaczona natura miałaby pozostać jedynie konstruktem retorycznym, pozwalającym opisać rzeczywistość, z jaką zmagają się idealiści pragnący europeizacji i ucywilizowania Polski.

My, geje, nie gramy w tej samej drużynie, co Polacy. Jesteśmy inni. Różnimy się od większości społeczeństwa polskiego i od jego ogółu definiowanego pojęciem narodu. Czas to uczciwie i otwarcie przyznać. Jesteśmy w większości wykształconymi, nowoczesnymi Europejczykami, otwartymi kosmopolitami, poliglotami i obieżyświatami, zlaicyzowanymi racjonalistami, liberalnymi demokratami z krwi i kości. Nie nam gumofilce i wąsy z Pcimia, nie nam chleb z solą, gesty Kozakiewicza, wymachiwanie szabelką, kremówki wadowickie, śpiewy maryjne i procesje. Żyjemy pośród Polaków, lecz mentalnie i emocjonalnie oddziela nas od nich potężny mur. Nie my ten mur wybudowaliśmy, lecz teraz, gdy okrzepł, jesteśmy radzi, bez względu na cenę, jaką przychodzi nam za to płacić, że nie stoimy obok narodowokatolickiej większości, która nigdy nie miała szacunku dla człowieka, o ile nie był białym, polskim od pokoleń, heteroseksualnym katolikiem.

Tak, mamy swoje porachunki z Polską. Większość z nas pragnęłaby wręcz nirwany polskiego państwa w zjednoczonej Europie. O tym samym marzyli polscy socjaliści żydowskiego pochodzenia przed wojną, patrząc na sposób, w jaki traktowany jest lud żydowski przez polskie państwo i polski naród. I nie ma żadnego powodu udawać, że nie łączy nas z narodem żydowskim pewnego rodzaju wspólnota doświadczeń. Nie przypisujemy sobie męczeństwa, ale też nie pozwolimy na deprecjonowanie naszego cierpienia. Nasz los przypomina los Żydów nie w tym, co zrobili z nimi Niemcy, lecz co wyprawiali Polacy przed wojną i po niej.

Powstały już na ten temat liczne publikacje, z których może najciekawsze są analizy dyskursu antysemickiego i homofobicznego, wykazujące ich zdumiewającą zbieżność. Tezę o podobieństwie sytuacji Żydów do tej, w jakiej znaleźli się geje, potwierdza socjolog Ireneusz Krzemiński, według którego po prostu „przedwojenny Żyd został zastąpiony przez geja i lesbijkę”. Zresztą, czy homoseksualistów, którzy obok Romów i niepełnosprawnych stanowili jedyną grupę przeznaczoną przez nazistów do eksterminacji, trzeba w ogóle przekonywać o istnieniu pewnej wspólnoty losu z Żydami?

Czy gej może być Polakiem? A czy Żyd może być Polakiem ? Wychowani w duchu patriotycznym geje mogą wierzyć, że są Polakami, bo takimi się czują, zapominając, że tożsamość zaczyna się i kończy tam, gdzie nasze własne wyobrażenie o sobie zderza się z tym, za kogo uważa nas społeczeństwo. Lub z praktyką, z codziennym życiem. Polak o żydowskiej proweniencji nigdy nie będzie nad Wisłą odbierany inaczej niż Żyd, gej zaś nie stanie się równoprawnym współobywatelem, choćby dlatego, że szacunek dla homoseksualistów jest „niepolski”, obcy tutejszej kulturze i tradycji, Co więcej, jest odbierany jako coś, co chce się biednym Polakom przemocą narzucić, co uruchamia ów odwieczny mechanizm walki o polskość, teraz z zepsutą, bezbożną Europą.

Cóż z tego zatem, że gej w sercu może czuć się Polakiem, a nawet być za takiego uważany, skoro praktyka dyskryminacji prawnej, społecznej i każdej innej sprawia, że pozostaje jedynie „polakiem”, kimś kto ma obowiązek dźwigać te same ciężary, co wszyscy obywatele, ale komu odmawia się prawa do uczestniczenia w sprawiedliwym podziale dóbr.

Zgrzyt miedzy słowami „Polak” i „gej” staje się jeszcze wyraźniejszy, jeśli weźmiemy pod lupę sytuację homoseksualisty o niszowych w narodzie, za to większościowych wśród LGBT, poglądach socjalistycznych i ateistycznych. Czy gej i do tego ateista oraz socjalista może być Polakiem? Jak wspomniano, polskości (ani żadnej innej narodowej afiliacji) nie określa jedynie posiadanie takiego czy innego dokumentu, przodków, ani nawet autoidentyfikacja. Polskość jest czymś, z czym jesteśmy nieustannie konfrontowani, stanowi rzeczywistość mającą wymiar także ponadindywidualny, zbiorowy. I jako taka została jasno zdefiniowana. Kinga Dunin stwierdziła, że patriotyzm został nam (antagonistom narodowo-katolickiej prawicy) ukradziony. Zgoda, pytanie tylko kiedy. Czy na początku XXI wieku, wraz ze wzmocnieniem prawicowej retoryki, używanej przez wszystkie partie obecne w Parlamencie, czy też już wieki temu?

Nie istnieje inna definicja polskości, patriotyzmu, polskich interesów i „wartości” niż definicje prawicowe. I nigdy nie istniała. Wierzy w to nawet Michnik, którego powiedzenie „Polska będzie taka, jaki będzie polski Kościół rzymskokatolicki” przeszło do annałów polskiej myśli społecznej. Czy ten stan rzeczy można zmienić? Czy jacyś współcześni socjaliści są w stanie przedefiniować polskość, ucywilizować ją, uczłowieczyć? Mogą. Tylko jakie ma to znaczenie? Przecież i tak nikt z czytających te słowa tego nie dożyje.

Możliwość komentowania jest wyłączona.